Proszę Państwa oto Miś.
Miś jest bardzo grzeczny dziś.
Chętnie Państwu łapkę poda.
Nie chce podać? A to szkoda...
No bo któż z nas nie kocha misi? Do tych małych pluszowych cudaków, do których tuliliśmy się gdy było nam smutno, źle, ale też wesoło i szeptaliśmy temu przyjacielowi najskrytsze marzenia? Kocham misie do dziś, choć na mojej półce taki prawdziwy, pluszowy i brązowy już dawno nie gościł. A szkoda, serduszko płacze czasem do tych pluszowych uszatków, tęskni się czasem za przytuleniem misia. :)
Ale wracając do hafcenia. Dzisiaj doszłam do dość konstruktywnego wniosku, który podniósł mnie tez na duchu. Otóż, czy ważne dla nas, hafciarek i robótkujących, klejących i ogólnie tworzących ważny jest czas? Czasem tak, gdy trzeba coś zrobić w określonym naglącym terminie, a szczególnie mowa tu o prezentach. Jednak tak naprawdę czas niszczy i truje, sprawia, ze istnieje ryzyko spojrzenia na nasze robótki z obrzydzeniem. A przecież nie o to chodzi! Powoli, długo, jak najdłużej, nie ważne jak długo będziemy stawiać krzyżyki i jak długo czekać na efekt. Bo liczy się właśnie efekt końcowy, piękno, satysfakcja i przyjemność powoli wyłaniającej się pracy. Dlatego też wołam: dajcie mi pluszowego misia, czasowstrzymywacz i kubek gorącej kawy/kakao! I wszystko wróci do normy...:D
